Póki co zamiast kolejnej (właściwie pierwszej właściwej) części nauki fotografowania będzie temat “sezonowy” – jak zrobić zdjęcie piorunowi? Nie jest to takie trudne, wystarczy, że w naszym aparacie możemy ustawić czas migawki i przesłonę…
Na pewno chociaż parę osób z czytających to lubi burze. Tak jak ja (pod warunkiem, że nie muszę wtedy moknąć, ale to inna kwestia ;) ). A jakby tak uwiecznić wielką burzę? Opiszę tutaj jedną z metod – chyba tą najprostszą – jak złapać piorun aparatem. ;)
Co potrzebne?
- aparat pozwalający ustawić:
- przesłonę
- czas naświetlania (migawki)
- odległość focusa – nie wymagane, ale znacząco poprawi jakość zdjęć
- statyw/coś, co go zastąpi – choćby stosik książek
Jak poustawiać

Zasada pierwsza – im większa przysłona, tym lepiej. Sam ustawiam ją do tego celu na f8.0 (więcej mój kompakcik nie potrafi). Powoduje to wydłużenie głębi ostrości (w uproszczeniu: jak wiele obiektów, różnie oddalonych od naszego obiektywu, będzie ostrych) oraz sprawi, że piorun będzie wyraźniejszy od innych – słabszych – źródeł światła, które wysyłają go o wiele mniej. Również sam piorun będzie wyglądał lepiej (wyraźnie, ostro, z widocznymi “odgałęzieniami”, zamiast podłużnej łuny światła).
Zasada druga – jak najdłuższy czas naświetlania (ja używam 15 sekund, pod warunkiem że robię to w nocy – o tym dalej). Łączy się on bardzo ściśle z przesłoną, długi czas migawki – czyli światło długo pada przez obiektyw – rekompensuje wysoka przesłona – ograniczająca ilość tego światła wpadająca do niego na raz. Co nam on daje? Wysoką szansę, że trafimy akurat w ten przedział czasu, w którym piorun uderzy i to w obrębie naszego kadru. Po prostu klikamy spust migawki i… czekamy z zastawionymi sidłami.
Jeżeli mamy taką możliwość, ustawiamy focus w trybie manualnym na nieskończoność (“infinity“, znaczek ∞, zależy od aparatu) – bliższa granica ostrości przeważnie obejmuje odległości w granicach 5-10 metrów, a tak blisko piorun się nam raczej nie pojawi. A jeżeli tak, to już nie będziemy się martwić o zdjęcie, prędzej o aparat albo własne życie. ;-) Przy takim ustawieniu błyskawica niemal zawsze będzie wyraźna i ostra.
Ważny jest też sam kadr – celujemy aparat oczywiście w niebo, ale uważamy na mocne źródła światła – o ile lampka w oknie budynku po drugiej stronie ulicy nie będzie zbytnio widoczna, to latarnia przy tejże ulicy – bardzo wyraźnie, może bez problemu zdominować piorun na zdjęciu.
Ja do tego wszystkiego ostatnio użyłem również filtrów, których używam zawsze do zdjęć na zewnątrz: polaryzacyjny (CPL) i UV (jak działają?). Dodatkowo poprawia to nieco jakość obrazu.
Kiedy pstrykać
Najlepiej nocą. Wiadomo, wtedy błyskawice są najlepiej widoczne. Jeżeli robimy zdjęcia błyskawic w dzień, musimy zmniejszyć czas naświetlania (wg mnie lepiej) lub zmniejszyć przesłonę (gorzej), jednak nie ma tu jednoznacznego rozwiązania – tu jest fotografia, tutaj się eksperymentuje. :)
Tak może wyglądać zdjęcie robione w dzień:

Co teraz?

Ustawiamy wszystko tak jak powyżej, aparat na statyw, statyw na parapet – gdzie, to już wasza sprawa, pamiętajcie tylko o swoim bezpieczeństwie (w końcu piorun może potraktować i nas) no i aparatu – woda przeważnie mu nie służy. Zdjęcia można robić też zaraz przed burzą. Błyskawice są już wtedy dobrze widoczne, a jeszcze nie pada.
Na pewno jest kilka innych technik robienia tego typu zdjęć, ta jest jednak najprostsza i łatwa do wykorzystania nawet na tańszych aparatach.



Jazda w deszczu na rowerze jest świetna… Deszcz jest kul :P
Anyway, może kiedyś się porządnie zabiorę za robienie zdjęć, bo na razie to tworzę taki crap, że to żal wstawiać gdziekolwiek ;)
Nie jest kul zdecydowanie, mi już wystarczy za te parę dni. :P
Po prostu dużo baw sie aparatem, patrz przy jakich ustawieniach zdjęcie “wchodzi”, ekspyrjens panie.
Bardzo ładne zdjęcia i przejrzysty poradnik. Dziękuje za opisanie sposobu. Już w następnym roku zrobię kilka fotek bo teraz jakoś nie wyszło… Jeszcze raz dziękuje i powodzenia z “łapaniem” kolejnych piorunów.