Tak mi się przynajmniej wydawało, kiedy rozważałem wybór firmy spedytorskiej do wysłania paczki (a pierwszy raz wysyłałem paczkę kurierem). Rozejrzałem się po sieci w poszukiwaniu kurierów, nic jednak nowego nie wynalazłem. DHL, UPS, oraz bardziej swojsko brzmiąca Siódemka i Pocztex. Ceny okazały się dość zbliżone, więc postanowiłem zainwestować w najbardziej renomowaną, jakby się mogło wydawać, firmę DHL. Nieco się zawiodłem…
Poniedziałek. Strona DHL. O, można zamówić kuriera przez internet. Jako, że taka forma załatwiania spraw bardzo mi odpowiada, po kilku minutach już klikałem w link potwierdzający zamówienie. Ma być nazajutrz między 15 a 17.
Wtorek. 18:25. Kuriera niet, niepotrzebnie tyle czekania. Dzwonię na infolinię aby spytać co w tym wypadku. Dowiedziałem się, że formalności (tzn. ich wewnętrzna biurokracja) wskazuje na to, że kurier jak najbardziej był. Miła pani z infolinii:
Jedyne, co mogę zrobić, to zamówić kolejnego kuriera.
Kolejne zamówienie więc (przynajmniej nic nie kosztuje… poza irytacją, bo to paczka ze sprzedanym przez Allegro przedmiotem). Żółty pojazd DHLu ma się zjawić między 11 a 16 dnia następnego.
Środa więc, rzeczony dzień następny. Po 15 już byłem przekonany, że wyślę paczkę samemu odwiedzając siedzibę firmy. Po chwili zastanowienia zadzwoniłem do konkurencji (UPS) w jakich godzinach mają otwarte. O 17:30 było już “po wszystkim”. Bo gdyby DHL miał tak samo wysyłać tą paczkę, jak ją ode mnie odbierał…
Inna sprawa, że w UPSie przez kilka minut szukałem wejścia do “biura” (wydzielona część hali z resztą paczek/palet/etc.), zero oznakowania czy czegoś. To tak wygląda (w Lublinie przynajmniej) profesjonalny transport? Bo ja się z nim pierwszy raz spotykam.


Ah, szkoda słów na UPS i DHL. Czekałem 5 dni aż kurier przyjedzie po mojego laptopa :/ Kiedyś 3 razy zamawiałem DHLa i ani razu mnie nie odwiedził :|
Jakbyś to mi powiedział w takiej sytuacji: Shit happens ;)
Ta, życiowe motto. :]