Archive for marzec, 2008

“Who-cares generation”

30.03.2008, 14:24

Uprzedzam, zrobi się nieco szkolnie, co u niektórych może wywołać nieprzyjemne uczucia, za które nie ponoszę odpowiedzialności.

Na tą chwilę do matury zostało dokładnie 35 dni i kilkanaście godzin. Kilka już słyszałem głosów typu “ohnieohniejużtakmałoczasuzostało”, to zrozumiałe. “Systematyczna nauka blablabla” czyli poradniki swoje, praktyka swoje, w końcu komu by się chciało, jest miliard ciekawszych zajęć w liceum toteż odłożona (czyt. skumulowana) dana ilość materiału w którymś momencie maturalnej klasy staje się przerażająco ogromna (no dobrze, wyluzuj już) spora do ogarnięcia i naumienia się (“naumieć” się jest w słowniku Firefoksa, śmiesznie). Zrozumiałe w pełni.

Inna sprawa to to odliczanie. 115, 100, 60, 38, 1500100900. Ktoś pewien, czyt. ubiegłoroczny maturzysta (to Benek chyba był) napisał, że on by tak nie mógł, tj. ze świadomością ile to dokładnie zostało.

Nad czym tak ja tu dywaguję? Nad nerwami dotyczącymi nadchodzącą sesją maturalną (z sesją “studjową” nie mającą podobno wiele wspólnego, jeżeli o poziom trudności chodzi, sprzeczać się tu nie mam zamiaru bo zapewne tak jest). A właściwie nad tym, że kompletnie ich nie odczuwam. Chyba ze dwa razy poczułem coś w rodzaju “trzeba oddać tą bibliografię wcześniej, niezdążeniezdąże” (bo miało się zrobić przez święta i się nie zrobiło), poza tym nic. Mógłbym następny miesiąc przesiedzieć nic nie robiąc, tudzież robiąc wszystko, aby się tylko nie uczyć. Niedobrze…

Cytat z tytułu zgapiłem bezpośrednio z opisu niejakiego Marka Denisa (podaruję sobie - i jemu - linkowanie, jeżeli będzie chciał to sam się ozwie w komentarzu). Ile w nim racji? No, “generation” to na pewno nie, ale “who-cares” to nas jakiś tam niepusty zbiór jest. Tyle, że na bank tak było zawsze.

Trochę serca na święta

22.03.2008, 13:34

Tak, nie ma to jak pokazać, że się jest człowiekiem… wszystkim dookoła rozesłać kartki, poskładać życzenia itd. (tak przynajmniej wnioskuję po statystyce czy czymś takim). Szkoda tylko, że takim dobrym jest się tylko na pokaz. Dzisiaj z Kasią odwoziliśmy do lubelskiego schroniska (bardzo miło nas tam przyjęli, mimo że wiadomo, jak w schroniskach bywa, wystarczający problem to zdrowe zwierzę) znalezionego wczoraj w garażach pod moim blokiem kotka, najprawdopodobniej niedawno wyrzuconego z domu (nie znam się za specjalnie, ale podobno jest zadbany), bardzo chorego i wyziębionego. Nie wiadomo czy przeżyje do jutra, ale mimo wszystko lepsze dla niego uśpienie niż męczenie się, może jeszcze kilka dni, w tym zimnie…

Wiem, że taka notka w nikim nic nie zmieni, a takich kotów jest wiele (choć “domowy” i wyrzucony ma gorzej niż taki, który jest bezdomny od małego)… Mimo wszystko, musiałem się tym podzielić.

Wesołych świąt ludziom dobrej woli.

OWT - wyniki

20.03.2008, 11:17

Nie wyszło, tj. nie dostałem się do trzeciego etapu (Olimpiady Wiedzy Technicznej), ani nikt z Lublina, przynajmniej tak dowiedział się kolega przez telefon. Do zdobycia było 100 punktów, regulaminowy próg punktowy to 30 punktów. Praca jest sprawdzana najpierw przez komisję okręgową, która decyduje czy warto wysłać pracę do Warszawy. Tam następuje dokładniejsze jej sprawdzenie i ten wynik to ten właściwy.

O ile wyniki z lubelskiej komisji sprawdzającej nasze prace dawały nadzieje (chociaż ja przechodziłem wg nich tylko jednym punktem :) ), a potem dowiedzieliśmy się, że sam próg punktowy nie został podniesiony, to komisja centralna drastycznie obniżyła nam ilości zdobytych punktów (nie wiem jeszcze jak ja, ale kolegom nawet o ok. 35 punktów) i okazało się, że nie przeszedł nikt z nas. W związku z aż taką dysproporcją w ilości punktów przyznanych przez obie komisje, do wyników wszystkich prac zostaną złożone odwołania, ale domyślam się, że nie ma za dużych szans na poprawienie się sytuacji. Do tego zajmie im to przynajmniej tydzień albo dwa, nie ma więc co ryzykować i trzeba dalej cisnąć fizykę i matmę. ;) Tak więc jednak nie będzie tak prosto dostać się na wymarzoną uczelnię, niemniej: I’ll do my best.

“He has the knack”

13.03.2008, 16:20

Czyli “on ma dryg/talent/spryt (techniczny - przyp. ja)”. O kim mowa? O Dilbercie!

Dilmom: Can he live a normal life?
Doktor: No. He’ll be an engineer.

Uwielbiam ten cytat. :) Jak to często bywa, polski artykuł w wikipedii jest dość ubogi, angielska wiki mówi o Dilbercie dużo, dużo więcej, i jeszcze trochę: info ogólne, występujący bohaterowie, bohaterowie poboczni. Dilbert to nie tylko znany (przeze mnie głównie z Wyborczej/dodatek Praca) komiks, ale też (całkiem przyjemnie, jeżeli chodzi o jakość) kreskówka, którą można znaleźć na youtube. Dopisując przy wyszukiwaniu np. 1×03, odszukamy jeden wybrany odcinek, 1 - sezon, 03 - nr odcinka. Niestety, powstały (w latach 1999-2000) tylko dwa sezony. Co więcej, numeracja na youtube nieco się różni od tej przedstawianej na wiki, w drugim sezonie jednak nie ma to większego znaczenia, ponieważ odcinki nie są ze sobą specjalnie powiązane (z dwoma wyjątkami, opisanymi na wiki).

Tyle suchego opisu, teraz może coś od siebie. Dlaczego Dilbert? Oczywiście za humor. Przedstawienie głównego bohatera jako trybu w wielkiej kapitalistycznej machinie, której częścią jest jego macierzysta firma. Dilbert stara się po prostu dobrze wykonywać swoją pracę, w tym widzi sens życia (ok, czasem stara się też poszukać życiowej partnerki, ale… łagodnie mówiąc, kiepsko to idzie, przeważnie trafia na kogoś o IQ poniżej pewnego wymaganego poziomu bądź też niezrozumiałego dla zwykłego inżyniera ;-) ). Ale, tego dochodzi kilka innych postaci, dzięki którym czuje bezsens swojego, że tak ładnie powiem, jestestwa - poczucie, że samemu haruje się, podczas gdy cała reszta jest totalnie nieproduktywna, nie jest zbyt przyjemna. Osobiście, dokładam do tego szlifowanie rozumienia angielskiego ze słuchu, szczególnie różnych “biznesowych” tekstów, a kiedy do tego w akcję wchodzi dział marketingu (który, jak powszechnie wiadomo, jest największym przyjacielem programistów)…

Koniec silenia się na recenzje, zapraszam do oglądania. :) Na zachętę, linki do pierwszego odcinka pierwszego sezonu (1×01): część pierwsza, druga i trzecia.

21 lutego

9.03.2008, 21:12

Czyli dzień moich urodzin. Jakby ktoś bardzo bardzo pragnął złożyć zaległe życzenia, nie obrażę się, ale to nie przypominanie Wam o mnie jest tu celem.

Próba “uruchomienia” inicjatywy w krótkich spotach na bodajże Discovery Channel, dotyczącej jednej sprawy: co się stało w dniu naszych urodzin?

W blogosferze jeżeli już widzę wpisy o takiej tematyce np. w pana i, częściej widać raczej, co to za święto lub czego dzień się obchodzi.

Jako, że 21 lutego 1989 nic specjalnego się nie wydarzyło, napiszę tylko, że 21 luty to Międzynarodowy Dzień Języka Ojczystego, a następnie zaproszę parę osób do kontynuowania łańcuszka. :]

Co do samego święta: pierwszy raz było obchodzone w 2000 roku, jego “opiekunem” jest UNESCO, ale angielska wikipedia wspomina, iż ma ono związek z wydarzeniami w… Pakistanie, i to prawie pół wieku wcześniej - w 1945 pakistańska policja ostrzelała grupę studentów protestujących przeciwko uznaniu języka Urdu za jedyny funkcjonujący w ówczesnym Pakistanie, zabijając kilku z nich. Więcej w artykule na wikipedii oraz stronie UNESCO poświęconej temu świętu.

Próbna matura marzec 2008

6.03.2008, 23:18

Ostatnie trzy dni były dla tegorocznych maturzystów ostatnią - przynajmniej teoretycznie, w końcu powtórki jak najbardziej w toku - okazją na poważne sprawdzenie się. Wnioskuję po, póki co nielicznych głosach (uwaga, drugi jest mocno niecenzuralny - coby się nikt nie czepiał) na jej temat, że było nieco trudniej niż w grudniu. Pomijam w ogóle kwestię sensu pisania jej w marcu, bo dla jednych go nie ma - tych, którym np. żaden nauczyciel nie weźmie się i nie sprawdzi jej; dla innych jest, bo zawsze to jakaś okazja do sprawdzenia się. Pominę też fakt, że w szkołach piszących później (a podobno niektóre napiszą ją dopiero za kilka tygodni, sic!) wszyscy będą już mieli ją przerobioną na 100%.

Do sedna przechodząc: na pierwszy ogień polski (podstawowy), nie umiem tu ocenić trudności, jeżeli już bym musiał coś powiedzieć to że był trudniejszy. Tekst o hedonizmie: dwa, trzy głupie błędy w zadankach ale kto by się przejmował. ;-) Z moją wspaniałą znajomością lektur odrzuciłem “Ludzi Bezdomnych” na rzecz cierpiących matek, napisane, amen.

Drugi dzień, angielski (rozszerzony). Znowu kwestia techniczna, grammar+writing przed listening+reading jest nie na miejscu, skończyłem pisać wypracowanie i czekałem ponad godzinę na drugą część, no ale cóż. Tu też zdarzył sie jeden głupszy, kilka mniej głupich błędów, ale i tak jestem z siebie w miarę zadowolony, jak na, właściwie, brak realnych przygotowań.

W końcu dzień trzeci, czyli w moim przypadku rozszerzona matematyka. W porównaniu z próbną maturą zaserwowaną nam w grudniu przez Operon, dzisiejsza prezentowała przynajmniej jako-taki poziom trudności. Nie na marne okazały się dwa dni bardzo szybkiej powtórki ;) i póki co liczę na “raczej dużo”. W grudniu, mimo że arkusz był niemal banalny, wynik (którym się nie pochwalę bo wstyd :P ) był bardzo mierny, głównie przez całkowite olanie kilku zadań (głównie z geometrii). Dzisiaj, mimo że było trudniej, powinno być wyżej, ale zobaczymy, jest kilka rzeczy których nie jestem pewien.

W przyszłym tygodniu powinniśmy już na lekcji/fakultecie przerobić arkusz z fizyki, nie dowiadywałem się co dokładniej było.

Podsumowując, przez następne dwa miesiące nie będę się na pewno nudzić, sporo materiału zostało do powtórzenia, tak jak została do zrobienia prezentacja z polskiego, niestety będzie trzeba poświęcić na nią kilka dni…

Aha, co do dostępności strony w ostatnich dniach, a raczej jej braku: mroczne dni się skończyły, mała zmiana przy sterach serwera i prawdopodobnie nie będzie już takich przygód.