Spontaniczne wyjazdy może nie należą do mojej codzienności, ale w ostatni wtorek wziąłem się i pojechałem. Pojechanie to samo w sobie było na swój sposób “pierwsze” i “odkrywcze”, bo było chrztem bojowym w radzeniu sobie na trasie, której się nie zna, a za nawigację ma się atlas samochodowy. Niby żaden odległy dystans, bo jakieś 60 km, a cieszy tak bezproblemowe dotarcie do celu.

Niebieski pas Taekwon-do

Celem tym była Białka (ta w powiecie parczewskim), a dokładniej – coroczny obóz mojego “byłego” (o tym zaraz) klubu, klubu Taekwon-do właśnie. Dobrze tak odwiedzić starych znajomych, nawet wziąłem udział w porannym rozruchu (a poza rowerem, z uprawianiem czasu “na sportowo” nie miałem styczności od ostatniego w liceum wuefu… tak, było ciężko :) ). I, jakkolwiek by o tym wszystkim nie myśleć… zatęskniłem.

Się ćwiczyło, jakiś ciężki trening na którymś obozie Sam dokładnie nie pamiętam w której klasie, ale koło 5. podstawówki, zapisałem się do – działającego zresztą w tejże podstawówce – klubu Green Sport. A bo zawsze to warto mieć coś swojego. I jakoś takoś, od treningu do treningu, czas zleciał aż do początku liceum, kiedy przestałem trenować. Po trochu przez małą kontuzję (wspominałem już), po trochu przez zwykłe lenistwo, co tu kryć. Ostatni poważny trening wypadł więc… niemal równe 3 lata temu.

I wczoraj, po tych trzech latach, coś tam w środku odżyło, co kazało wtedy biegać w doboku, jęczeć “nieee chcee miii sieee…”, a mimo to pomykać na trening. Trochę żal tych niewykorzystanych trzech lat, choć może, jeśli, gdyby i w ogóle.

Teraz prosta kalkulacja. Mam pół roku do studiów, pół roku mam jeszcze do wyżej wspomnianego klubu rzut przysłowiowym beretem, tj. widzę byłą podstawówkę z okna. I oby zapał nie był słomiany, a życie pozwoliło trenować dalej w Warszawie.

Z odbudową jako takiej kondycji będzie ciężko, oj ciężko. Jeżdżenie rowerem po mieście a TKD, to ciężko porównać. W międzyczasie nauka teorii, układów… A co mi tam, spróbuję. :)

PS: nienawidzę pisać “tak, miałem napisać o…”, ale znowu muszę. Krótka relacja z odwiedzin w PW będzie raczej akapitem, czy dwoma, w drugiej części sprawozdania z rekrutacji i przyległości. Aktualnie trwającą przyległością jest oczekiwanie na decyzję w sprawie przyznania miejsca w Domu Studenckim (ładnie rzecz ujmując). A w skrócie – trzeba będzie w grudniu/styczniu latać za mieszkaniem, czy nie. :)

5 odpowiedzi na “Powrót do Taekwon-do?”

  1. jawron napisał(a):

    Heheh, ruszaj dupę i trenuj. Wbrew pozorom powrót nie jest taki trudny, kondycję odbudujesz, teorii się nauczysz, a na układy spuści się zasłonę milczenia i zapomnienia.

    A znowu założyć dobok i pobiegać trochę – bezcenne.

  2. Unit03 napisał(a):

    Najgorsze jest to że 3 lata jestem w tył, ale tego już nie zmienię. Ruszam dupę i będę twardy. ;)

  3. el3ment napisał(a):

    Haha, a Wieleba mnie natchnął pytaniem czy by może nie zdawać na II Dan. I tak sobie rozmyślam :P Ale chyba nie będzie mi się chciało ^^’

  4. blaha napisał(a):

    ja kiedyś miałem zajawkę na Aikido, ale mi szybko przeszło…jakoś to męczące i w ogóle ;p

  5. Unit03 napisał(a):

    No tak, ruszać się trzeba i w ogóle… ;-)

    el3ment: “Nieee chce miii sieee…” ;-) twardym trzeba być. :>

Zostaw komentarz

Linie i akapity są dzielone automatycznie, adres e-mail nie będzie wyświetlany, dostępne tagi HTML: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong> .