Relacja chronologiczna, czyli tak to wyglądało z mojej strony, przed wejściem a potem na samym przodzie Golden Circle…
Na końcu kilka linków gdzie jeszcze moim zdaniem warto zajrzeć.
Przed
Ta część jest względnie długa. Chcesz poczytać o samych występach – przewiń w dół.
9:15 Pierwszy bieg, do autobusu, oczywiście zwiał. Nic to, jest drugi.
9:32 Po jeździe przez jakiś las, wysiadam na przystanku. Mijam Kerfura i dziesiątki wędrujących po zaopatrzenie metalheadów.
9:34 Dochodzę do ogrodzenia, pod którym koczuje już dobre 200 osób. część śpi, część słucha Mety (acz nie tylko) z telefonów i mptrójek, słychać przy tym teksty typu “a tą kapelę znasz?”
, inni po prostu siedzą albo wlewają w siebie mniej lub bardziej procentowe trunki. Ogrodzenie to od sceny dzieli niemal cała długość pasa startowego, czyli 2km. Bramek są 3 “zestawy”, siedzę przy tej po lewej stronie. Trochę fail, bo to ta głównie dla ludzi z bagażami, ale jak już jestem praktycznie 2. do wejścia…
10:00 Cały czas napływają ludzie. Miła atmosfera pod bramkami, rozmawiamy sobie z ochroną, niektórzy mówią o podróży jaką przebyli żeby tu teraz siedzieć.
10:05 Rozglądam się po ludziach. Nie to, żebym nie robił tego od początku, ale teraz robię małą statystykę koszulkową: prowadzi zdecydowanie Meta, potem Slayer (Megadeth widziałem dopiero później). Dalej spore spektrum innych, ale gatunkowo zbliżonych do trashu, tudzież deathu. Siedząc w koszulce KoRna czuję się nieco jak outsider wśród outsiderów, najbliżej klimatem jest chyba Moonspell siedzący nieopodal. :)
10:31 Od strony sceny dało się słyszeć *dup* *dup* *dupdupdup* *trrrrrrr* *jeszcze gęstsze trrrrrrr* *trzask* czyli najpewniej Inferno z akustykami ustawiają nagłośnienie perkusji :) potem jeszcze jakaś gitara, znowu gary (ktoś inny) i znowu cisza.
10:36 O, jednak jest jeszcze jedna kornowy tiszert. ;)
10:37 Między siedzącymi dookoła mnie przeciska się kobitka z dwiema dziewczynami. Pyta ochrony “czy córka będzie mogła wejść…?”
po czym wskazuje na jej glany, obite ćwiekami. Nie dosłyszałem odpowiedzi, ale przedstawicielki płci pięknej przeważnie jakoś wchodzą z ćwiekowaną odzieżą…
10:58 Małą furorę i brawa zbiera czwórka fanów z Chile. Wielka flaga, robią sobie pamiątkową fotę. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że wśród przybyłych są też np. Japończycy.
11:00 O, w końcu ktoś z logiem Behemotha na czymś, konkretniej na bluzie. I to jakiś facet powyżej 30tki.
11:09 Kilka osób, a za nimi kolejne, wstało i utworzyło kolejkę, przy drugich bramkach jeszcze więcej. Do planowego wpuszczania zostały 3 godziny, ciekawe czy będą tak stać cały czas… My (w sensie ci najbliżej, jakieś dwie ekipy które pozdrawiam, jeśli to czytają) nadal spokojnie siedzimy.
12:00 Długo nic ciekawego, gadamy, słońce na zmianę smaży i chowa się za chmury, nic się nie dzieje.
W międzyczasie podchodzą do ochrony (w sumie to chyba jej specjalny pododdział pt. “służba informacyjna”) różni ludzie z jeszcze różniejszymi pytaniami w stylu co można wnosić a czego nie. Wśród nich jest kobitka, która pyta “czy jej pracownicy mogą wejść tędy bo coś tutaj robią, jakieś 30 osób, wszyscy mają niebieskie opaski na rękach”
. I wchodzą, weszło 10, 20, 30, 50 osób… W końcu trafił się ktoś, kto myślał że już wpuszczają ludzi (bo tak to wyglądało), ale jednak mu się nie udało. ;] Znowu kilka niebieskich opasek, jakaś panna tak samo jak pan powyżej… Potem sie okazało, że to ludzie którzy będą nam sprawdzać bilety na następnej bramce.
Jeden z ww. informacyjnych wychodził kilka razy z megafonem z ogłoszeniami parafialnymi, np. właśnie co można a czego nie można wnosić/mieć na sobie. Albo że “organizator tutaj was pokątnie obserwuje i widzi, że tu jakieś piwko, tu coś tam, i ostrzegamy że osoby widocznie wstawione nie będą wpuszczane, więc albo uważać, albo się jakoś kamuflować”
:) I że każdy ma mieć swój bilet na wierzchu przy przechodzenia przez tą bramkę. Potem będą jeszcze dwie, na jednej przetrzep, na drugiej dokładne sprawdzanie biletów.
Wejście
13:20 (mniej więcej) Pada hasło od ochrony: “jedna osoba – jeden bilet”
i zaczynają wpuszczać. Lekka dezorientacja, że to tak wcześnie, wszedłem 4. a nie 2., bo mi chwila zeszła z wyciągnięciem biletu, bieg do kolejnego rzędu bramek (mimo próśb ochrony “nie biec!”
– haha), o dziwo bardzo ładnie się ludzie ustawili w kolejki, tak jak to mieli zrobić. Od razu kazali siadać grzecznie. Jestem 5 osób od przejścia, jest ok, mimo biegu “na skos” (bo na przeciwko bramki już tylko dla osób z bagażami) między ludźmi i z próbą utrzymania butelki w kieszeni. Zabrane wcześniej paluszki, zostawione na ziemi, hm… nie zostało z nich pewnie za wiele.
13:50 (też mniej więcej) Ludzie dookoła nie wytrzymują, wstają, ochrona próbuje uspokoić sytuację (żeby nie było tłumu) i znowu nam każe siadać. ;] Po chwili jednak stoimy i tak czy siak zbijamy się w tłum. Do koleżanki (też pozdrawiam :) ) doczepia się jakaś reinkarnacja Dio i zaczyna truć, i to jeszcze na trzeźwo.
13:55 Drugie bramki otwarte, szybki przetrzep (dziwne, myślałem że będą dokładniej sprawdzać, a tu dało się łatwo wnieść jakiś mały nóż czy coś), znowu bieg do trzeciego rzędu, tam już tylko sprawdzenie biletu skanerem, i here we go, ponad 1,5km do przebiegnięcia.
14:05 Woda ucieka z otwartej (nie można wnosić korków) butelki, przystanek w toiku, wejście na GC, od-ticknięcie biletu na obu bramkach, które jeszcze do niego prowadziły, i jest!
14:10 Stoimy pod sceną. Wprawdzie na środku, a nieco z lewej, ale i tak jest dobrze. Na środek trzeba było mieć żelazną kondycję. :) Siadam pod barierką, próbując znaleźć jakiś cień, bo słońce zaczyna dokuczać (czuję to do dziś), ale prawie w zenicie i nic z tego.
14:40 Do ludzi wychodzi Joey Belladonna, wokalista Anthraxa. Rozdaje autografy, ludzie robią sobie z nim fotki. Mi się dostał tylko uścisk ręki. :)
15:00 O GC można powiedzieć, że jest pusto. Barierki oblepione, ale poza tym to raczej piknik. Na telebimach lecą teledyski, m.in. AC/DC, Slipknot, Cradle of Filth, a nawet Pendulum.
Behemoth
15:50 Nareszcie. Mroczne intro i są na scenie. Nagłośnienie tragiczne, zero dołu, ale to nic. Krótki i na temat. Pozdrowienia dla Polski i Warszawy, “napierdalajcie baniami” :D i dobra setlista. Standardowe (ostatnio) Ov Fire and the Void
na wejście, blackowy tekst przed Demigod
. Conquer All
, Alas, Lord Is Upon Me
, At the Left Hand ov God
, As Above So Below
, Slaves Shall Serve
i Chant of Eschaton 2000
, który dopiero tam tak bardzo mi podszedł, nie wiedziałem wcześniej, że tak świetnie się do tego macha głową.
Ze dwie butelki poleciały w stronę sceny, ale to świadczy tylko o ludziach. Poza tym poradzili sobie dobrze, jak na ten fest z tą publiką, ludzie nie stali jak kołki (przynajmniej ci bliżej mnie), było ok. Hitem była Dorotka, która odwiedziła fosę własnie przy “Chant…”, zobaczyć jak chłopakom idzie. Nawet jakiś trv fan trashu dał jej do podpisania flagę. W połączeniu z ogólnym anty-Behemothowym podejściem takich własnie trv – brak mi słów.
Setlista
Anthrax
16:55 Jak w zegarku. Nie znałem wcześniej. Bardzo fajny występ, porządny, ot co. Ww. Belladonna wygląda jak połączenie Dio + Dickinsona, jeśli chodzi o zachowanie na scenie i głos, i jeszcze domieszkę Indianina w wyglądzie. Co tylko potwierdził zakładając pióropusz i biegając w nim. :) Miłym akcentem było też odegranie części Heaven and Hell
, w hołdzie dla Dio…
Setlista
Megadeth
18:00 Nie przepadam, set mnie trochę znudził, brak kontaktu z publiką nieco odepchnął. Ale tak jak to ktoś napisał, nie bawią się w zabawianie ludzi, tylko grają trash. Fajnie się przyglądało solówkom, to jak wymiatają na wiosłach robi wrażenie, ale z drugiej strony wokal Mustaine’a pozostawał trochę do życzenia.
Setlista
19:15 Chyba po MD ochrona wyciąga dziewczynę z tłumu. Tym razem nie jedną z uczestniczek crowd surfingu, ale nieprzytomną. Niefajny widok, ale w końcu chyba było z nią ok.
SLAYER
19:30 Tu mogło być tylko tak: szybko i mocno. W końcu czuć było jakieś pogo za nami (jakże dobrze znane uczucie przygniatania do barierek), ożywienie po zadumie nad techniką gitarową Mustaine’a i Brodericka. W końcu też widziałem sławnego Lombardo. Całkiem ciekawie czaruje na bębnach, jakoś nie zwracałem na to wcześniej uwagi. I piękne *trrrrrrrrr* pod koniec Angel of Death
. W międzyczasie jeden fan próbuje wejść na scenę, zaczął się już wspinać na kolumny pod nią, ale ściągnęła go z nich ochrona. :)
King nieźle wyglądał i nieźle się ruszał, pomimo swojej postury i wielu kilogramów łańcucha przyczepionego do paska. No i ta broda. :D Araya się tylko diablo uśmiechał, ale też zamienił z nami kilka słów. :)
Na fali leciała panna z czarnymi dreadami jednocześnie moshując, hardkor. Jeszcze większy – dwukrotnie obok nas przelatywał facet z krwią w ustach.
Setlista
20:30 Koniec SLAYERa. Ogólnie ochrona miała jakieś dziwne polecenie, żeby odznaczać ludzi łapanych z fali. Każdy mógł się “przelecieć” tylko 3 razy. Może to taki sposób żeby nie nie zasypali fosy gdyby było ich więcej. Duże gwiazdy, duży strach. Poza tym dość ostro byli traktowani niepokorni, którzy zamiast od razu grzecznie odbiec z fosy, moshowali w niej albo próbowali wskoczyć przez barierki, ale to akurat zrozumiałe.
20:45 Coraz więcej ludzi chodzi po scenie, ustawiają scenografię, dodatkowe mikrofony wycelowane w publikę, ktoś przykleja waha do sceny, ktoś inny sprawdza mikrofony, w końcu ostatnia próba centralnego wyświetlacza i…
Metallica
21:20 Z lekkim poślizgiem dało się słyszeć piękne dźwięki Ecstasy of Gold
. :) Dreszcze, “to już, to za chwilę!” i wreszcie są! Jak przewidywaliśmy, Creeping Death
. Jeszcze nie bardzo to do mnie dociera, ale naprawdę Trujillo majstruje już na progach tak blisko, nieco dalej Hetfield i Hammet, Larsa nie widać z tego kąta, za to widać na telebimach…
Po czym For Whom the Bell Tolls
, gardło już zdarte, a to dopiero początek… Fuel
. Ogień, dosłownie i w przenośni, bo wszędzie na scenie i po bokach buchają płomienie. The Four Horsemen
, czego się nie spodziewałem. Gdzieś tam wchodzi techniczny i montuje akustyka na statywie. Czyli za chwilę ballada, tylko która… Fade to Black
! Pierwsza łezka w oku :’)
Powrót do machania głową, tym razem do nowszego materiału, That Was Just Your Life
i Cyanide
. Po nich dedykacja dla pozostałych trzech zespołów z The Big Four, i… Sad But True
. Różnie można interpretować. Hetfield włożył sobie dwie kostki w usta udając wampira. :D
Welcome Home
, czyli Sanitarium
! Ah… Jeszcze nieco DM
, czyli All Nightmare Long
, i… rozlegają się strzały. Wybuchy. Nie tylko z głośników, ale ze sceny idzie pełno ognia i dymu, iskier, w końcu fajerwerki. Tak, to One
! “Can’t tell if this is true or dream…”
:)
Wielki Master of Puppets
i… co? Jednak! Blackened
. :D Już dłuższy czas nie pojawił się na scenie, a tu jednak. Nastaje cisza, przerwana w końcu tak dobrze znanymi dźwiękami płynącymi z akustyka… Nothing Else Matters
, kolejna obowiązkowa pozycja, kolejna łza w oku, kolejne dreszcze. Ogień w zapalniczce gasił wiatr, ale obolałe gardło jeszcze jakoś dawało radę…
Enter Sandman
, grain of sand. I koniec głównej setlisty, ale oczywiście nie koniec koncertu.
Cover Queen, Stone Cold Crazy
. Następnie coś starszego, czyli Hit The Lights
. :) I tu już publika wiedziała co będzie ostatnie, skandując… Seek & Destroy
! (James: “You know what that will be? We have new favourite song to end shows up…”
) Natężenie crowd-surferów nieco wzrosło, ale Mecie przyszło kończyć…
James coś jeszcze powiedział, wyszedł na chwilę, ale gdy z głośników padło pierwsze info o autobusach z Lotniska Bemowo, dało się słyszeć “What the… Shut the fuck up!”
:D I zaczęło się jeszcze rozdawnictwo, ludzie zabijali się o kostki. Lars przeszedł się rzucając kilka pałek (po jedną niemal sięgnąłem, przy rzucaniu drugiej zostałem prawie połamany o barierkę :) ), pożegnali się (Rob: “zajebiście!”, James: “yeah! whoy!” :D )
Setlista
23:30 niestety wielkie święto czas przyszło skończyć, a zacząć przydługawy powrót…
Garść linków: co lepsze zdjęcia widziałem na Stronie Sonisphere Polska na FB, CGM, u Pawła Wygody oraz oficjalnej stronie Sonisphere Polska w różnych artykułach. Poza tym relacja na rockmetal.pl oraz naszpikowana nagraniami z koncertu videorelacja na last.fm by bardzosilny. Inne: MMLublin (kilka zdjęć i video), u Olsa
PS: Aha, jeszcze jedno. Przed samym festem blipnąłem kilka zdjęć z terenu imprezy :) sobota, budowa sceny, wtorek: scena, widok sprzed wejścia.



Ochrona była tylko jedna. W służbie informacyjnej były osoby z mniejszymi uprawnieniami :)
Że jedna firma ochroniarska obstawiała imprezę to wiem. :) No, oczywiście z wyjątkiem jakichś bardziej osobistych ochroniarzy, jak ten pan w ciemnych okularkach, co często się w fosie bujał. :)
Ale po wejściu tych w niebieskich opaskach minęła chwila i dużo żółtych kamizelek pojawiło się przy drugim rzędzie bramek.
Dzięki za podlinkowanie!! bardzo fajna relacja, pozdrawiam!