Archive for the ‘muzyka’ Category

2009 po mojemu – podsumowanie

18.02.2010, 0:08

Wygląda na to, że już luty, a tu żadnych podsumowań ani innych takich, nic. W sumie to nie dlatego, że jestem im przeciwny czy coś, tylko przez totalne zapchanie czasu przez wydział od samego początku roku.

O cóż więc chodzi. Nie o to, że zacząłem studia. O to, że przeniosłem się w tym celu do Wawy też nie. Chodzi o dość intensywne szwendanie się po koncertach w A.D. 2009. :)

No Mercy 3. grudnia 2009, rozstawianie sprzętu Czytaj dalej »

Anathema, 20.10.2008 r., warszawska Proxima

3.11.2008, 3:42

Czas najwyższy powrócić do pisania, a będzie to pierwsza z zaległych notek, na które “materiału” się ostatnio zebrało.

Chronologicznie do sprawy podchodząc, pierwsza była wyprawa do Warszawy, a docelowo – do klubu Proxima, gdzie 20 października 2008 roku miał miejsce koncert brytyjskiego zespołu Anathema, supportowanego przez francuzów – Demians, oba zespoły z okolic progresywnego, eksperymentalnego rocka… Czytaj dalej »

Pewien młody perkusista

13.06.2008, 4:00

Pamiętacie jeszcze czym zachwycały się media jakieś 2 lata temu? Młodym talentem, który miał szczęście urodzić się w “muzycznej” rodzinie, a w wieku lat czterech już zaliczał swoje pierwsze koncerty i to nie w osiedlowym domu kultury, a na sporej scenie (ok 1:52)? Zapewne paru osobom cośtam jeszcze w pamięci świta. W blogosferze też zagościł, np. u Grzecha i Łukasza Więcka A młodziak ten, sześcioletni obecnie Igor Falecki nadal żyje, nadal plumka na bębnach i z tego co widzę, robi to coraz lepiej. I pomimo, że media od tamtej pory znalazły sobie setki innych sensacji do pokazywania, ten “rozbija się” po zagranicznych koncertach: Czytaj dalej »

Totentanz, Qube @Graffiti

12.04.2008, 12:05

Kolejny koncert Qube zaliczony (czyżbym zmieniał się w fanboya? ;-) ), tym razem w towarzystwie, m.in. Jawrona. Około 2015 zawitaliśmy w klubie Graffiti, który to ekipa Qube najwidoczniej sobie upodobała – i dobrze, bo warunki tam mają całkiem przyzwoite. Wpadliśmy na starych znajomych, pogadaliśmy, i w okolicach 2040 (nie patrzyłem na zegarek) otwarte zostały wrota, tj. drzwi do sali koncertowej.

Qube przywitał i rozgrzał publikę setem, z którego pamiętam bodajże Lies, Broken, In the Name of God (youtube), The End (youtube), Time to Die, mniej więcej w tej kolejności. Publiczność raczej młoda i raczej żeńska, więc nie doczekałem się na porządne pogo, na które wyjątkowo miałem sporą ochotę… oby szybko nadarzyła się ku niemu okazja (o tym później). Być może dlatego (a może to tylko zwyczajnie mało przewidzianego czasu) dość szybko, bo przed 22, skończyli. Ja czuję niedosyt, pewnie nie tylko ja. Więcej!

Tym razem miałem okazję stać nie na balkoniku, tj. antresoli (teoretycznie dobre warunki obserwacyjne, ale daleko), a pod sceną, konkretniej zaraz przy Młodym (gitara solowa), toteż sporo się napatrzyłem jak się zabawia strunami. W jednym miejscu coś mu nie poszło i przekombinował, ale często gęsto uśmiechałem się sam widok. Prawie równie dobrze widoczny był Gajos (perkusja), na którego grę patrzenie wzbudzało, coraz mocniejszą ostatnio, chęć powrotu do mojej perkusji… eh, jeszcze tylko miesiąc, zdana matura, i szukam miejsca do grania :) Wracając do Gajosa, cały czas jego przejścia robią na mnie wrażenie, tak jak fakt, że nie jest to typowa metalowo-hardcore’owa młócka, tylko faktyczne techniczne granie, z klimatem. Takie jakie lubię. :) Jeżeli o Perłę chodzi, to raczej oczywiste – jak zwykle bardzo energicznie i żywiołowo.

Cóż, skończyli i poszli, po nich kilka minut przerwy i wchodzi Totentanz, o którym wcześniej słyszałem tylko tyle, że grają z Qube dzisiaj. ;) (tj. wczoraj) Domyślałem się tylko, że to jakaś starsza grupa, ale nic więcej (a tu nie, bo założona w 2005 roku, jako “Totentanz” od 2006). Pierwsze wrażenie: “rówieśnicy Rolling Stones’ów?” :) . Drugie wrażenie: “dają radę!”, klimat już bardziej w stronę rocka, choć cały czas mocnego. Miejscami lżej, niczym Łzy z męskim wokalem, ale ogólnie tak, żeby publika w końcu się ożywiła, z czego i ja skorzystałem i przekonałem się, że na dłuższe skakanie nie mam kondycji za grosz, dużo więc przesiedziałem na balkoniku. Charakterystyczny gitarzysta, kojarzący mi się z… Lacuną Coil. Po więcej na totentanz.pl lub profil Totentanz na Last.fm (nie ma próbek żadnych, niestety, są za to na ich stronie, nawet video się znajdzie).

Koncert oczywiście zaliczam na plus i jeszcze raz polecam zespół Qube jako nasz lubelski wytwór (a żadnym lokalnym patriotą nie jestem, więc naprawdę robię wyjąŧek ;) ), do tego warto przynajmniej zajrzeć na stronę Totentanz, być może komuś się spodoba.

A kolejny 9. maja, zagrają: Qube ;-), Coma oraz Hey, zapowiada się więc bardzo smakowicie, w sam raz na przerwę między nauką a nauką. Dnia poprzedniego Vavamuffin, ale na razie nie wiem, czy się pojawię. Może zagoszczę gdzieś jeszcze na Juwenaliach czy Kozienaliach. Zobaczymy.

Aktualizacja: Przed chwilą na stronie Qube pojawiło się video z koncertu, jakość dźwięku może nie powala, ale jak na małą kamerę i tak jest nieźle. Nawet się tam pojawiłem. ;)

Qube – progressive metal z Lublina

13.12.2007, 2:00

Ubiegłoroczny Staś (określany przez jednych jako Przegląd Muzyki Różnej, przez innych – jako raczej metalowo-rockowo-raeggowej, ze względu na “ograniczone klimaty”) okazał dla mnie się najbardziej obfity w poznane ciekawe zespoły. Jednym z nich był Dill Moon, drugim – mieszanka metalu, hardcore i progressive. Tak prezentuje się zespół Qube. Czytaj dalej »