Archive for the ‘wazzup’ Category

2009 po mojemu – podsumowanie

18.02.2010, 0:08

Wygląda na to, że już luty, a tu żadnych podsumowań ani innych takich, nic. W sumie to nie dlatego, że jestem im przeciwny czy coś, tylko przez totalne zapchanie czasu przez wydział od samego początku roku.

O cóż więc chodzi. Nie o to, że zacząłem studia. O to, że przeniosłem się w tym celu do Wawy też nie. Chodzi o dość intensywne szwendanie się po koncertach w A.D. 2009. :)

No Mercy 3. grudnia 2009, rozstawianie sprzętu Czytaj dalej »

Pieniny, sierpień 2009

30.08.2009, 9:05

A nawet ostatni dzień lipca na dodatek. Bez zbędnego zanudzania (po części foto-) relacja. Pamiętniczku…

31.07. Wyjazd

A przed wyjazdem się pakowanie, walka ze świeżo zakupionym iPlusem Simdata (koniec końców: nie chciał wspólpracować. Nie to nie). To jedną ręką, a drugą na szybko ściąganie materiałów o Pieninach. W końcu wypadałoby wiedzieć najpierw gdzie się idzie. Nie muszę chyba pisać, że to wszystko w nocy? 1,5h spania wystarczy przecież każdemu.

Gdzieś między Starym Sączem a Krościenkiem Czytaj dalej »

Ustronie

29.04.2009, 17:08

Za i przeciw

Zarówno akademik i stancja mają swoje plusy i minusy (ot, odkrycie). Stancja to dobre warunki za mniej dobrą cenę, w losowej lokalizacji, z losowym sąsiedztwem itd. Była to opcja nr 1, z zabezpieczeniem w postaci akademika. Z pewnych względów opcja nie dość, że nie wypaliła, to DS został “primary objective”. Za “DSem” przemawiają oczywiście koszty, szerokie grono współstudentów na miejscu, dodatkowo takie ficzery jak dostęp do zasobów sieci akademickiej. Z tą drugą zaletą wiąże się oczywiście mnóstwo nowych znajomości, szeroko pojmowane życie towarzyskie, w razie potrzeby: szybka pomoc, czy to w postaci pożyczonej książki czy szklanki mąki. ;) Minusem miał być niby całodobowy hałas, imprezowy i nie tylko, w związku brak warunków do nauki i prywatności.

Jak wyszło w rzeczywistości? O tym dalej.

Przeprowadzka

O samych przygotowaniach (w moim stylu – pakowanie w ostatniej chwili, dosłownie) i drodze nie ma chyba sensu pisać, natomiast samo zakwaterowanie sprawiło drobny problem. Dojeżdżamy na miejsce, “prosimy do rejestracji”, zarejestrowałem się i… nie ma klucza do mojego pokoju. Mieszkający tam już od pierwszego zimowego semestru współlokator nie wrócił jeszcze z ferii (co jest oczywiście zrozumiałe, 4 dni jeszcze były), a zapasowego nie ma. Czekania chyba z godzinę, zamek wymieniony, można wchodzić. Uf.

Pierwsze wrażenie

Uf? Uf nastąpiło dopiero po posprzątaniu. ;) Jakiś bardzo kurzogenny pokój. Za to spory, przynajmniej porównując do innych, w których byłem. Poza tym standard, 3 łóżka i tyleż biurek (jak wszędzie w Ustro), kilka regałów, widok na ulicę, równy widokowi na wschód (co rano solar beam przez okno). Poza tym cisza i spokój, w związku z wyżej wspomnianymi feriami.

Warunki

Po tych dwóch miesiącach mogę już spokojnie stwierdzić, że jak na akademik, warunki są całkiem przyzwoite. Nie byłem jeszcze we wszystkich akademikach polibudy, ale Ustro pod tym względem podobno plasuje się gdzieś pośrodku albo nawet nieco wyżej. Miał być hałas 24/7? Nic z tych rzeczy, na nic takiego nie narzekam. Może po prostu dobrze trafiłem z pokojem. Prysznice 4 poziomy niżej mogą być uciążliwe, ale nie ma żadnych historii w rodzaju prusaków czy innych syfów, jest całkiem czysto. Rowerownia (niestety zapchana do granic możliwości a nawet bardziej, rowery wylały się na okoliczne korytarze), gralnia (też ciężko z miejscem, ale powolutku coś zaczynam tam kręcić), dwa boiska, salka rekreacyjna i siłownia.

Minusem tego konkretnego akademika jest odległość od Centrum, a więc i samej PW. Od wyjścia z pokoju do dotarcia na wydział mija ok 45 minut (w szczycie w zasadzie tyle samo, nie mam po drodze bardzo korkogennych miejsc). To może dokuczać, jednak odkąd noszę ze sobą 1GB muzyki niemal-gdziekolwiek-bym-się-nie-ruszał – jest ok. Czytania w autobusie jeszcze nie praktykowałem, mam zamiar zacząć. Aha, w związku z remontem trasy tramwajowej na Woli kilka ich linii przestało dojeżdżać w te okolice i ma zmienione trasy, zmieniono też m.in. jedną trasę autobusową w taki sposób, że… paradoksalnie mam jeszcze większy wybór jak się dostać do Śródmieścia. Nawet zaczynający się niebawem remont na Placu Bankowym nie powinien nic zepsuć w tej kwestii. Najprawdopodobniej dopiero rozkopanie Świętokrzyskiej pod budowę II linii metra może coś w tym przypadku popsuć, ale na to jeszcze poczekamy. A może zdążę uniezależnić się od zbiorkomu i w pełni przesiądę się na rower?

In Flames, Progresja, 06.04.2009

8.04.2009, 22:35

Pokoncertowe odurzenie powoli przechodzi, wszystkie najlepsze momenty występu przetarte i zachowane w pamięci, chyba po raz ostatni przesłuchuję kawałki, które poleciały w poniedziałek… W kilku słowach koncert “Płomyczków” w warszawskiej Progresji:

Miało być

? Było:

To pierwszy ich kawałek, jaki usłyszałem, jeszcze jakoś w gimnazjum, i uznałem za “wiele za ciężki, choć ciekawy”. Do Flamesów wróciłem może z rok temu, od kilku miesięcy Only For The Weak, tak niesamowicie energetyczny (co widać na nagraniach wyżej), skoczny, nie biorący jeńców pod względem wykańczania fanów pod sceną… Usłyszeć na żywo i być w tym skaczącym (a przez chwilę na nim – tak, mój pierwszy crowd surfing!) tłumie – przepiękne uczucie. :)

Powstrzymuję się od napisania większej relacji, bo leciałyby same superlatywy, a czasem ciężko się coś takiego czyta… Po pełniejsze opisy zapraszam nigdzie indziej, tylko do Lans.fm: In Flames, Progresja 2009. Zainteresowanym polecam, są niezłe.

Setlista prezentowała się następująco:
Setlista

I nawet na fotkę na Rockmetal się załapałem:
Barierka

Oba zdjęcia pochodzą z serwisu Rockmetal, do nich należą wszelkie prawa autorskie etc. Reszta zdjęć. Pozdrawiam pana fotografa. :)

Od barierki odkleiłem się właśnie na Only For The Weak, czyli po dobrej 1,5 godziny, co odczuwam do dzisiaj, ale warto było :)

Dla żądnych więcej: Shoutbox eventu na Last.fm. Pewnie pojawią się jeszcze jakieś foty, linki do nagrań na youtube już są.

PS: długo zbieram się do napisania czegoś konkretnego, ale w święta coś tu wpadnie: o przenosinach do Wawy, akademiku, studiach na Elce i pierwszym kolosie (i póki co jedynym, hihi). Jak będzie dużo tekstu, to na części podzielę.

Ping

23.12.2008, 23:24

Jakby co to żyję i mam się, powiedzmy, dobrze. Jeżeli miałbym jakoś streścić czas od ostatniego wpisu to mógłbym to streścić w jednym słowie “praca”. Wypełnia mi większość dostępnego czasu, więc odhaczanie elementów z wakacyjnego todo póki co się zatrzymało.

…choć może nie do końca, bo udało się w końcu nadgryźć Pythona, a przez święta będę próbował coś sensownego w nim wyrzeźbić.

Ze studiowych spraw: dostałem przydział do akademika, do przepowiedzianych już wcześniej Ustroni. Generalnie dobrze, bo jest już pewne miejsce coby mieć gdzie mieszkać. Czy pozostanie miejscem studiowania, tudzież nauki, do końca semestru to się jeszcze okaże, bo jedna ciekawa oferta stancjowa jest na horyzoncie, ale przynajmniej początek sema pomieszkam na warszawskiej Woli razem ze współlutowcami i nie tylko. A start już za 2 miesiące…

Dzisiaj krótko bo krótko, nie ma sensu się zbytnio rozwlekać z wazzup’owymi sprawami. Wesołych Świąt wszystkim, którym chciało się to przeczytać, i całej reszcie zresztą też. :) Oby przyszły rok był jeszcze lepszy.

Początki studiów

23.09.2008, 23:31

Uwaga, notka ma charakter mocno wazzupowy, ale tylko na początku. Jakieś 3 akapity dalej będzie zapowiadany opis wstępu do studiowania: rekrutacji część dalsza.

W tych dniach, kiedy większość tzw. rówieśników, którzy mają ten zaszczyt dostąpić studenckiego życia, aktualnie powoli, pomału godzą się z wizją nieodległej immatrykulacji (świetne słowo), wzięcia w ręce swe indeks i wesołego lernen… kiedy ci co bardziej ruchomi zaczynają przenosić swoje szpargały z dotychczasowego miejsca zamieszkania do tego, gdzie rzuciła ich uczelniana rekrutacja… etc. etc., ja – tak, raz jeszcze się pochwalę – jestem gdzieś w 4/5 tego magicznego okresu, tych najdłuższych wakacji życia.

Coby nie było za fajnie, większość dnia aktualnie spędzam w robocie. Niby nie w kopalni, na kasie w Tesco czy innych ulotkach też nie robię, ale siedzenie przy kompie zakontraktowane i zaumowione zwykłemu siedzeniu przy kompie nierówne.

Aura nie sprzyja rowerowaniu, Lublin tonie w deszczu od dobrych kilku dni, nabijam więc expa w powożeniu czterema kółkami. To już 13 miechów minęło od egzaminu… Naukę jazdy zaczyna się już z plastikiem uprawniającym w ręku, nie na kursie. Święta racja, nawet oczywistość jak na dzisiejsze realia. Choć niektórzy są w tej nauce wyjątkowo oporni.

Koniec części autobiograficznej, przejdę do rekrutacji. Rekrutacji na PW oczywiście.

W dzień po napisaniu notki o przyjęciu, a dokładniej: 3 godziny później wyruszyliśmy do stolycy, coby chęć studiowania na tejże uczelni potwierdzić. Na miejscu czekał na nas cały rządek stoisk (tych samych, co na dniach otwartych), jeden wydział – jedno stoisko (z drobnymi wyjątkami, dokładniej powiem). Do Elki kolejka najdłuższa, być może wtorek to jakiś szczególny dzień dla informatyków, że wyruszają poza firewall załatwiać takie sprawy. Oddzielna kolejeczka do kserowania i autoryzowania dowodów, wszystko fajnie, ładnie i względnie wprawnie. Podaż ludności na mój wydział poskutkowała dostawieniem dodatkowego stoiska, “informatyka na lewo, makrokierunek na prawo”. Złożyć podpis, odpowiedzieć na pytanie (“Czy chcesz dalej uczestniczyć w konkursie świadectw?” [y/n] – “gdyby pojawiły się wolne miejsca na kierunkach o wyższej preferencji, czy chcesz być przeniesiony czy u nas Ci pasuje?”). Pięknie.

Stoiska Fizyki, EE i Elki

Niecały miesiąc spokoju, trzeba było pofatygować się znowu na uczelnię, tym razem do mniejszego niż Aula Główna pomieszczenia, tj. Samorządu Studenckiego, celem złożenia wniosku o przydzielenie miejsca w DS, inaczej akademiku. Z akademikiem niezła sprawa: PW posiada akademik “Akademik”, od którego to nazwy taki przybytek, tj. budynek przeznaczony na przechowywanie braci studenckiej, wziął w ogóle nazwę. Innymi słowy: protoplasta i pierwowzór polskiego akademika. Akademik-akademik, akademik.

“DS” łatwiej powiedzieć. Z przydzielaniem miejsc w DSach oraz z informowaniem o tym nie było już tak różowo, jak z poprzednimi levelami tejże gry. Ogólnie kwaterunkiem zajmuje się serwis o nazwie Kwaterunek. Tam każdy PW-student posiada swoje konto, tam jest informowany o swoim przydziale i pobocznych sprawach. Dnia 21. sierpnia rezultaty przydzielania miejsc powinny być już znane, w praktyce jeszcze we wrześniu się coś zmieniało. Burdello bum bum, Samorząd miał problem z wyrobieniem się z wnioskami, których było rekordowo dużo, cośtam jeszcze się nałożyło i się nabałaganiło. Dodam, że 31. sierpnia był deadline wniesienia przedpłaty, ponadto ci, którzy dostali przydział, mieli dostać pocztą informację o tym. Papierek taki dostała tylko część, bo okazało się, że praktyka taka nie dotyczy wszystkich wydziałów. Pocztą mieliśmy też dostać info o potwierdzeniu dostarczenia świadectwa i w ogóle że będziemy studiować – widocznie moja przesyłka zaginęła po drodze.

Przydziału nie dostałem, nie tracąc nadziei, zadzwoniłem (nie wiem jednak zbytnio gdzie dokładnie ;) ) na PW, po czym dowiedziałem się, że lutowcy mają przydział i info o nim w grudniu, a nie razem z resztą. I że chyba w ogóle powinni złożyć wnioski później, koło października. Ten grudzień potwierdziłem w terminarzu kwaterunku, o składaniu wniosków nigdzie informacji nie widziałem i nie znalazłem.

Koniec końców, na miejsce w DS przyjdzie mi czekać do grudnia, miejmy nadzieję że coś będzie, bo podobno stan na początek października wskazywał 100% obłożenie miejsc.

Jeszcze jedną kwestią są badania lekarskie. W zasadzie PW podaje listę dedykowanych przychodni (w Wa-wie i okolicach), gdzie takie badania się robi, jednak generalnie można je zrobić w dowolnej przychodni medycyny pracy, także pewnie zaoszczędzę na bilecie i zrobię je na miejscu.

Początek roku akademickiego zbliża się wielkimi krokami, PW startuje 1 października, takie SGH w ogóle już go rozpoczęło (nie żebym tu o kimś wspominał…), a ww. lutowcy byczą się w najlepsze. :)