Ping

23.12.2008, 23:24

Jakby co to żyję i mam się, powiedzmy, dobrze. Jeżeli miałbym jakoś streścić czas od ostatniego wpisu to mógłbym to streścić w jednym słowie “praca”. Wypełnia mi większość dostępnego czasu, więc odhaczanie elementów z wakacyjnego todo póki co się zatrzymało.

…choć może nie do końca, bo udało się w końcu nadgryźć Pythona, a przez święta będę próbował coś sensownego w nim wyrzeźbić.

Ze studiowych spraw: dostałem przydział do akademika, do przepowiedzianych już wcześniej Ustroni. Generalnie dobrze, bo jest już pewne miejsce coby mieć gdzie mieszkać. Czy pozostanie miejscem studiowania, tudzież nauki, do końca semestru to się jeszcze okaże, bo jedna ciekawa oferta stancjowa jest na horyzoncie, ale przynajmniej początek sema pomieszkam na warszawskiej Woli razem ze współlutowcami i nie tylko. A start już za 2 miesiące…

Dzisiaj krótko bo krótko, nie ma sensu się zbytnio rozwlekać z wazzup’owymi sprawami. Wesołych Świąt wszystkim, którym chciało się to przeczytać, i całej reszcie zresztą też. :) Oby przyszły rok był jeszcze lepszy.

Anathema, 20.10.2008 r., warszawska Proxima

3.11.2008, 3:42

Czas najwyższy powrócić do pisania, a będzie to pierwsza z zaległych notek, na które “materiału” się ostatnio zebrało.

Chronologicznie do sprawy podchodząc, pierwsza była wyprawa do Warszawy, a docelowo – do klubu Proxima, gdzie 20 października 2008 roku miał miejsce koncert brytyjskiego zespołu Anathema, supportowanego przez francuzów – Demians, oba zespoły z okolic progresywnego, eksperymentalnego rocka… Czytaj dalej »

Początki studiów

23.09.2008, 23:31

Uwaga, notka ma charakter mocno wazzupowy, ale tylko na początku. Jakieś 3 akapity dalej będzie zapowiadany opis wstępu do studiowania: rekrutacji część dalsza.

W tych dniach, kiedy większość tzw. rówieśników, którzy mają ten zaszczyt dostąpić studenckiego życia, aktualnie powoli, pomału godzą się z wizją nieodległej immatrykulacji (świetne słowo), wzięcia w ręce swe indeks i wesołego lernen… kiedy ci co bardziej ruchomi zaczynają przenosić swoje szpargały z dotychczasowego miejsca zamieszkania do tego, gdzie rzuciła ich uczelniana rekrutacja… etc. etc., ja – tak, raz jeszcze się pochwalę – jestem gdzieś w 4/5 tego magicznego okresu, tych najdłuższych wakacji życia.

Coby nie było za fajnie, większość dnia aktualnie spędzam w robocie. Niby nie w kopalni, na kasie w Tesco czy innych ulotkach też nie robię, ale siedzenie przy kompie zakontraktowane i zaumowione zwykłemu siedzeniu przy kompie nierówne.

Aura nie sprzyja rowerowaniu, Lublin tonie w deszczu od dobrych kilku dni, nabijam więc expa w powożeniu czterema kółkami. To już 13 miechów minęło od egzaminu… Naukę jazdy zaczyna się już z plastikiem uprawniającym w ręku, nie na kursie. Święta racja, nawet oczywistość jak na dzisiejsze realia. Choć niektórzy są w tej nauce wyjątkowo oporni.

Koniec części autobiograficznej, przejdę do rekrutacji. Rekrutacji na PW oczywiście.

W dzień po napisaniu notki o przyjęciu, a dokładniej: 3 godziny później wyruszyliśmy do stolycy, coby chęć studiowania na tejże uczelni potwierdzić. Na miejscu czekał na nas cały rządek stoisk (tych samych, co na dniach otwartych), jeden wydział – jedno stoisko (z drobnymi wyjątkami, dokładniej powiem). Do Elki kolejka najdłuższa, być może wtorek to jakiś szczególny dzień dla informatyków, że wyruszają poza firewall załatwiać takie sprawy. Oddzielna kolejeczka do kserowania i autoryzowania dowodów, wszystko fajnie, ładnie i względnie wprawnie. Podaż ludności na mój wydział poskutkowała dostawieniem dodatkowego stoiska, “informatyka na lewo, makrokierunek na prawo”. Złożyć podpis, odpowiedzieć na pytanie (“Czy chcesz dalej uczestniczyć w konkursie świadectw?” [y/n] – “gdyby pojawiły się wolne miejsca na kierunkach o wyższej preferencji, czy chcesz być przeniesiony czy u nas Ci pasuje?”). Pięknie.

Stoiska Fizyki, EE i Elki

Niecały miesiąc spokoju, trzeba było pofatygować się znowu na uczelnię, tym razem do mniejszego niż Aula Główna pomieszczenia, tj. Samorządu Studenckiego, celem złożenia wniosku o przydzielenie miejsca w DS, inaczej akademiku. Z akademikiem niezła sprawa: PW posiada akademik “Akademik”, od którego to nazwy taki przybytek, tj. budynek przeznaczony na przechowywanie braci studenckiej, wziął w ogóle nazwę. Innymi słowy: protoplasta i pierwowzór polskiego akademika. Akademik-akademik, akademik.

“DS” łatwiej powiedzieć. Z przydzielaniem miejsc w DSach oraz z informowaniem o tym nie było już tak różowo, jak z poprzednimi levelami tejże gry. Ogólnie kwaterunkiem zajmuje się serwis o nazwie Kwaterunek. Tam każdy PW-student posiada swoje konto, tam jest informowany o swoim przydziale i pobocznych sprawach. Dnia 21. sierpnia rezultaty przydzielania miejsc powinny być już znane, w praktyce jeszcze we wrześniu się coś zmieniało. Burdello bum bum, Samorząd miał problem z wyrobieniem się z wnioskami, których było rekordowo dużo, cośtam jeszcze się nałożyło i się nabałaganiło. Dodam, że 31. sierpnia był deadline wniesienia przedpłaty, ponadto ci, którzy dostali przydział, mieli dostać pocztą informację o tym. Papierek taki dostała tylko część, bo okazało się, że praktyka taka nie dotyczy wszystkich wydziałów. Pocztą mieliśmy też dostać info o potwierdzeniu dostarczenia świadectwa i w ogóle że będziemy studiować – widocznie moja przesyłka zaginęła po drodze.

Przydziału nie dostałem, nie tracąc nadziei, zadzwoniłem (nie wiem jednak zbytnio gdzie dokładnie ;) ) na PW, po czym dowiedziałem się, że lutowcy mają przydział i info o nim w grudniu, a nie razem z resztą. I że chyba w ogóle powinni złożyć wnioski później, koło października. Ten grudzień potwierdziłem w terminarzu kwaterunku, o składaniu wniosków nigdzie informacji nie widziałem i nie znalazłem.

Koniec końców, na miejsce w DS przyjdzie mi czekać do grudnia, miejmy nadzieję że coś będzie, bo podobno stan na początek października wskazywał 100% obłożenie miejsc.

Jeszcze jedną kwestią są badania lekarskie. W zasadzie PW podaje listę dedykowanych przychodni (w Wa-wie i okolicach), gdzie takie badania się robi, jednak generalnie można je zrobić w dowolnej przychodni medycyny pracy, także pewnie zaoszczędzę na bilecie i zrobię je na miejscu.

Początek roku akademickiego zbliża się wielkimi krokami, PW startuje 1 października, takie SGH w ogóle już go rozpoczęło (nie żebym tu o kimś wspominał…), a ww. lutowcy byczą się w najlepsze. :)

Tankuj z nami

14.09.2008, 20:54

Dłuższą nieobecność na blogu sponsoruje rozpoczęcie pracy na serio, i to dość szczęśliwie, bo od razu w moim docelowym zawodzie, oczywiście przynajmniej na tą chwilę, bo podobno natura nie lubi stagnacji, czy jakoś ŧak.

Logo Centrum Paliw

Od dłuższego czasu pracuję nad serwisem Centrum Paliw i w piątek udało się go otworzyć na świat. :) Samo programistyczne wykonanie oczywiście (oczywiście?) w znanym wszystkim kwartecie PHP+JS+HTML+CSS, przeze mnie, wyłączając grafikę, natomiast serwis należy do firmy Laboratorium Internetowe (w tej chwili jeszcze tylko zaślepka zamiast strony firmowej).

Najchętniej umieściłbym gdzieś na niej znaczek beta, bo i poprawek do niej będzie sporo.

A, jakby komuś nie chciało się zaglądać na tąże stronę, w skrócie: serwis zajmuje się gromadzeniem i oczywiście prezentowaniem cen paliw na stacjach w całej Polsce, za czynny udział w życiu serwisu przewidziane są nagrody. Jeżeli to kogoś zachęca, po więcej zapraszam oczywiście tam.

W kwestiach blogowych: kodowanie przez większość dnia dość skutecznie utrudnia mi pisanie notek, ale nie ma obawy, że z tego zrezygnuję. W draftach siedzi kilka wpisów, na różnym poziomie wykończenia, oczekujące na pokazanie się światu. Niestety, wakacyjne TODO trochę leży i domaga się zauważenia (poza pierwszym i przedostatnim punktem), na treningu też mnie jeszcze nie było… (jak już napisałem, pracuję właściwie cały dzień), ale to nic. Co się odwlecze… :)

Aha, muszę się tym pochwalić: jeden z najbardziej geekowych (a może i nie “jeden z”) prezentów jakie dostałem: :) Spam
Prosto z Londynu, prosto od Kasi :)

Blog Day 2008

31.08.2008, 12:18

Święto blogerów, czyli rzeczony Blog Day odbywa się już po raz czwarty, a jego celem jest polecanie i odkrywanie nowych, ciekawych blogów, które warto wrzucić do swojego czytnika RSS, konkretniej – na wybraniu pięciu i poleceniu ich swoim czytelnikom w dzisiaj publikowanych wpisach. Żeby nie przedłużać, po więcej odsyłam na oficjalną stronę Blog Day i już spieszę z moją piątką:

Blog Day 2008

  • Automaciej – czytam chętnie i z ciekawością, mimo często o 180 stopni odmiennych poglądów. Autor pisze o… chyba mogę powiedzieć, że życiu. O wierze, filozofii i wielu rzeczach mniej lub bardziej z nimi związanymi. Pozwala spojrzeć na wiele zjawisk inaczej, często od czysto naukowej ich strony
  • foto.jogger.pl – blog traktujący o fotografii, ale takiej bardziej w stylu “jak osiągnąć dobre efekty małym kosztem”. Znajdziemy tu też wiele różnych porad dla początkujących fotografów, autor nie waha się też użyć Photoshopa… mądrze użyć
  • Outlaw – młody administrator sieci, znajdziemy u niego różne ciekawostki, jakie napotyka w swojej pracy – pamiętacie zdjęcia typu “sieć w Indiach” z mnóstwem kabli”? ;-) ale oczywiście nie tylko
  • Blag xkcd – znacie xkcd (komiks)? Poznajcie więc blog jego autora. Krótko mówiąc… geeky stuff
  • Blog narzeczonej programisty – nazwa tłumaczy chyba wszystko. Jeżeli jesteś zagorzałą informatyczką/zagorzałym informatykiem, zobaczcie jak może się czuć wasza druga połowa

Prowadzisz bloga? Zdążysz dzisiaj opublikować wpis? Tak, jesteś zaproszony/a do akcji. :)

Akcja blogowa zawsze smaczna i zdrowa

22.08.2008, 16:43

Tytuł to parafraza słów pewnej piosenki Kazika. Ok, ale jaka akcja? Wirtualnie pomóż lokalnie.

Mam blog i nie boję się go użyć. Szczególnie w dobrej sprawie.

Bo każdy blog ma swoją siłę rażenia. Jeżeli chcesz dowiedzieć się o co w ogóle chodzi, lepiej od razu odwiedź blog Dominika Kozy i jego wpis na ten temat. Tutaj przejdę od razu do rzeczy. Aha, nie muszę chyba wspominać, że zachęcam też odwiedzających blogerów do uczestnictwa w tejże akcji?

Schronisko dla bezdomnych zwierząt w Lublinie

Ze schroniskiem tym miałem (w tym konkretnym przypadku – niestety) bezpośrednią styczność, kiedy odwoziłem tam ledwo żywego kota (dokładniej: odwoziliśmy z Kasią). I pomimo warunków, jakie panują w schroniskach – mało miejsca, duże potrzeby, niewystarczające finansowanie – przyjmująca nas osoba bez wahania zajęła się zwierzakiem i skierował go na leczenie (niestety, nie wiemy z jakim skutkiem :( ). Widać więc konkretny przykład na poświęcenie pracujących tam ludzi, a nie tylko jakiś PRowy słowotok.

Niestety, tak kolorowo nie może być w nieskończoność. Nie, jeżeli ludzie nadal będą zwierzęta traktowali jak zachcianki, zabawki i coś, czego można się pozbyć jak się nie spodoba. I na pewno nie, jeżeli będą dla swych zwierząt nie opiekunem, a katem (a o takich przypadkach w mediach ostatnio coraz więcej). Zwyczajnie kiedyś dotacje z lokalnych czy krajowych urzędów przestaną wystarczać.

Z zewnątrz, jeżeli ktokolwiek miał okazję jechać ul. Metalurgiczną w Lublinie i widzieć owe schronisko, wygląda ono wcale nieźle. Sam budynek i teren schroniska jest wręcz sterylny, co podpowiada, że nieźle sobie radzą. Ale w skład budżetu wchodzi m.in. wyżywienie przebywających tam zwierząt:

Psy by tu przeżyć potrzebują 1,5 tony odpadków mięsnych tygodniowo oraz suchą karmę, a koty 140 kg mięsa tygodniowo, jedzenie z puszek i suchą karmę.

To całkiem sporo, i to trzeba za coś kupić. Jednak pieniądze to nie wszystko:

- Zatrudniamy 18 pracowników
(…)
- W obecnej chwili w schronisku przebywa ok. 240 psów i 220 kotów (Schronisko jest już w tej chwili przepełnione)
(…)
- Do adopcji oddawanych jest średnio miesięcznie 70 psów i 20 kotów, podobna liczba zwierząt przybywa w każdym miesiącu do Schroniska.

A każdy pies, jak wiadomo, potrzebuje codziennie trochę ruchu, 18 osób to dość mało…

Chciałbyś pomóc? Nie musisz nawet przekazywać schronisku pieniędzy ani jedzenia dla zwierzaków. Możesz to zrobić choćby wyprowadzając przebywające tam psiaki na spacery. Dla nas to mały wysiłek i dodatkowo odpoczynek na świeżym powietrzu, dla nich… nie muszę chyba pisać.

Chcesz pomóc? Informacje o pomocy znajdziesz na stronie schroniska, w dziale Jak nam pomóc?. Działaj, nie tylko mówiąc.