Posts Tagged ‘szkoła’

Maturalna napinka - wyniki

30.06.2008, 1:46

Matura

Długo oczekiwana chwila w końcu nastała. W zasadzie nie wiadomo było czy wyniki w swoim serwisie OKE w Krakowie w ogóle poda przed wydaniem świadectw, stało się to jednak dzisiaj około 0:30 w nocy. Celem pochwalenia się (przedstawiam tylko to, co się liczy):

Przedmiot Poziom Wynik
matematyka rozszerzony 64%
fizyka i astronomia rozszerzony 90%
j. angielski (pisemny) rozszerzony 74%

Słaby wynik z matmy przewidziany zaraz po napisaniu. Przed maturą liczyłem na coś więcej, ale… Wiadomo, jak się nie ma co się lubi itd. Z fizyki lekko więcej, niż przewidywane, także jestem z siebie zadowolony. W angielskim podejrzanie dużo punktów straciłem na wypracowaniu.

Na punkty rekrutacyjne PW przekłada się to tak: 172,5. Bez angielskiego, który liczy się dopiero od tegorocznej rekrutacji, byłoby 154. Na informatykę na wydziale WEiTI (popularna “Elka“), czyli moja pierwsza preferencja, wystarczyłoby tylko do drugiej grupy, zaczynającej studia w lutym. Dostałbym się też na makrokierunek na tymże wydziale.

Trudno przewidzieć jak progi zmienią się w tym roku, wydaje mi się, że głównie jest to kwestia nagłego “najazdu” na kierunki techniczne (bo jest popyt na takich pracowników) oraz tego, jak dobrze informatycy znają angielski… Jak widać, pozostaje mi tylko myśleć, że się mylę. Wszystko jednak dopiero się okaże, pierwsze wyniki rekrutacji 12 lipca.

Aha, co do nowego szablonu: jest już na ukończeniu, jednak pozostało kilka drobnych spraw, bez którego nie chcę go jeszcze umieszczać, myślę, że to kwestia dwóch dni.

“Who-cares generation”

30.03.2008, 14:24

Uprzedzam, zrobi się nieco szkolnie, co u niektórych może wywołać nieprzyjemne uczucia, za które nie ponoszę odpowiedzialności.

Na tą chwilę do matury zostało dokładnie 35 dni i kilkanaście godzin. Kilka już słyszałem głosów typu “ohnieohniejużtakmałoczasuzostało”, to zrozumiałe. “Systematyczna nauka blablabla” czyli poradniki swoje, praktyka swoje, w końcu komu by się chciało, jest miliard ciekawszych zajęć w liceum toteż odłożona (czyt. skumulowana) dana ilość materiału w którymś momencie maturalnej klasy staje się przerażająco ogromna (no dobrze, wyluzuj już) spora do ogarnięcia i naumienia się (“naumieć” się jest w słowniku Firefoksa, śmiesznie). Zrozumiałe w pełni.

Inna sprawa to to odliczanie. 115, 100, 60, 38, 1500100900. Ktoś pewien, czyt. ubiegłoroczny maturzysta (to Benek chyba był) napisał, że on by tak nie mógł, tj. ze świadomością ile to dokładnie zostało.

Nad czym tak ja tu dywaguję? Nad nerwami dotyczącymi nadchodzącą sesją maturalną (z sesją “studjową” nie mającą podobno wiele wspólnego, jeżeli o poziom trudności chodzi, sprzeczać się tu nie mam zamiaru bo zapewne tak jest). A właściwie nad tym, że kompletnie ich nie odczuwam. Chyba ze dwa razy poczułem coś w rodzaju “trzeba oddać tą bibliografię wcześniej, niezdążeniezdąże” (bo miało się zrobić przez święta i się nie zrobiło), poza tym nic. Mógłbym następny miesiąc przesiedzieć nic nie robiąc, tudzież robiąc wszystko, aby się tylko nie uczyć. Niedobrze…

Cytat z tytułu zgapiłem bezpośrednio z opisu niejakiego Marka Denisa (podaruję sobie - i jemu - linkowanie, jeżeli będzie chciał to sam się ozwie w komentarzu). Ile w nim racji? No, “generation” to na pewno nie, ale “who-cares” to nas jakiś tam niepusty zbiór jest. Tyle, że na bank tak było zawsze.